Najnowszy telefon Apple posiada jedną z potężniejszych przeglądarek internetowych, a także bardzo szybkie połączenia bezprzewodowe umożliwiające ściąganie wszelkiego rodzaju danych i multimediów. Wydawałoby się, że to idealny sprzęt dla biznesu, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Konkretnie – w roamingu.
W dzisiejszym wydaniu serwis „MacWorld” donosi, że jedna z większych firm przemysłowych w Stanach Zjednoczonych prowadząca handel na całym świecie (nie podano nazwy), jest zainteresowana wprowadzeniem iPhone’a 3G dla swoich pracowników. Podobno firma początkowo chciała kupić setki telefonów Apple, jednak ostatecznie zraziły ją… ceny roamingu.
Wszystko przez międzynarodowe umowy amerykańskiego operatora AT&T, który oferuje bardzo niekorzystny roaming. „Dopóki nie otrzymamy międzynarodowego planu, który nie będzie zdzierstwem, zatrzymujemy wprowadzanie iPhone’a 3G” – powiedział kierownik IT anonimowej firmy. Jeden z jej pracowników, jak podaje „MacWorld”, podczas trzydniowego pobytu w Kanadzie wydał na roaming niecałe 800 dolarów, podczas gdy inny, spędziwszy dwa tygodnie we Włoszech zapłacił ponad 5 tysięcy dolarów. Różnice widoczne są gołym okiem. Amerykańska firma, która chce wprowadzić iPhone’y, podobno prowadziła już rozmowy z AT&T na temat wyrównania cen roamingu. Bezowocnie. Operator twierdzi, że nie może ustalać indywidualnych cen dla jednego klienta – musiałby zmienić cały plan. Podobno AT&T poradził firmie przełknąć swoje warunki, albo dać sobie spokój z wprowadzaniem iPhone’a 3G.
Rzecz jasna, ceny roamingu są niezależne od rodzaju telefonu, którym posługuje się użytkownik. Jednakże, iPhone 3G jest wręcz stworzony do przesyłania danych z różnych części świata, korzystając z sieci 3G. To właśnie sprawia, że problem roamingu jest w tym przypadku dużo bardziej istotny, aniżeli w kontekście innych telefonów. Oczywiście, roaming można wyłączyć, jak radzi AT&T, ale nie jest to żadne rozwiązanie. Wydaje się, że jeszcze trochę trzeba będzie poczekać, zanim dojdzie do unormowania rynku i obniżenia cen za przesyłanie danych na świecie. Pytanie tylko: jak długo?